Parafia pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego
i Matki Bożej Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia
w Bełchatowie

 

Filmowa zapowiedź "121. Bełchatowskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę" (22-28.VIII.2014r.)

Grupa ZIELONA - z naszej parafii

 https://www.youtube.com/watch?v=u26IDA7IWMw

 


 

 MAŁY ŚPIEWNIK PIELGRZYMKOWY PDF

Trzeba pamiętać

Może to heroizm warszawskich powstańców sprawił, że nie staliśmy się nigdy siedemnastą republiką ZSRR?

W dyskusjach o sensie Powstania Warszawskiego często zapomina się o kilku faktach, bez których trudno cokolwiek zrozumieć. Zrzucanie wszystkiego na gorące głowy warszawskiej młodzieży, wybujałe ambicje dowódców czy nieodpowiedzialność polskiego rządu na uchodźstwie jest głęboko krzywdzące. Szkodzi także budowaniu współczesnego patriotyzmu. Nie przypadkiem najcięższe oskarżenia pod adresem bohaterów Powstania Warszawskiego wysuwają zwykle ci, którzy głoszą, że „polskość jest obciachem”, a patriotyzm „faszyzmem”. W ten sposób próbują uzasadnić swój dzisiejszy brak gotowości do najmniejszych choćby poświęceń dla Polski.

Jeśli historia jest nauczycielką życia, to punktem odniesienia dla Polaków w 1944 roku były zapewne wydarzenia sprzed zaledwie ćwierć wieku. Bo cóż to jest ćwierć wieku? Tyle, co od roku 1989 do dzisiaj. Wielu uczestników Powstania Warszawskiego dobrze więc pamiętało okoliczności odzyskania wolności przez Polskę jesienią 1918 roku. Być może niektórzy z nich sami uczestniczyli wówczas, jako harcerze, w rozbrajaniu żołnierzy niemieckich na ulicach Warszawy? Młodsi znali pewnie te fakty z opowieści rodziców i dziadków. Wolności nikt przecież nie dał wówczas Polakom na talerzu. Za wycofującymi się wojskami niemieckimi postępowała armia bolszewicka. Przekazywanie kolejnych skrawków Polski z rąk jednego zaborcy w ręce drugiego często dokonywało się wyjątkowo zgodnie. Wbrew międzynarodowym traktatom, miejsca dla Polski między nimi nie było. Trzeba je było sobie wywalczyć, wykorzystać tę niepowtarzalną chwilę słabości zaborców. A i tak nie udało się uniknąć dalszych walk o granice na zachodzie w powstaniach śląskich i w powstaniu wielkopolskim. Na wschodzie kulminacją zmagań była Bitwa Warszawska, zwana Cudem nad Wisłą.

Uczestnicy Powstania Warszawskiego, w odróżnieniu od nas, nie byli jeszcze dotknięci skutkami kilkudziesięcioletniej propagandy sowieckiej narzuconej nam w PRL. Nie byli faszerowani kłamstwami o polsko-radzieckiej przyjaźni. Dla nich Armia Czerwona stojąca w sierpniu 1944 r. na praskim brzegu Wisły była tą samą, która niespełna pięć lat wcześniej, w sojuszu z Niemcami uderzyła 17 września na Polskę ze wschodu. Tą samą, która ponosiła winę za wymordowanie kilkudziesięciu tysięcy polskich oficerów w Katyniu oraz za eksterminację tysięcy żołnierzy AK na Wileńszczyźnie i we Lwowie. Nikt się nie łudził, że czołgi z czerwoną gwiazdą na pancerzach wiozą nam wolność.

Była to przecież ta sama armia, którą z Bożą pomocą i nadludzkim wysiłkiem narodu udało się odeprzeć na przedpolach Warszawy w sierpniu 1920 r. Realizowany przez jej przywódców scenariusz dla Polski też był dziwnie podobny do tamtego, kiedy najpierw w Białymstoku, a potem w Wyszkowie, na zapleczu frontu, czekał już „radziecki” rząd dla polskiej republiki z Dzierżyńskim, Marchlewskim i Kohnem na czele. Po 24 latach Sowieci powtórzyli ten sam manewr w Lublinie: zaledwie dziesięć dni przed godziną „W” utworzyli pod kontrolą Bieruta tzw. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego z Wasilewską i Osóbką-Morawskim. Nazajutrz, 22 lipca, opublikowali tzw. Manifest PKWN, który ogłaszał nielegalność Rządu Londyńskiego i nie pozostawiał złudzeń co do całkowitego podporządkowania Polski rządom Stalina.

Co było w takiej sytuacji robić? Czekać z założonymi rękoma i przyjąć kolejną okupację, być może znowu na ponad 120 lat? Sowieci w odróżnieniu od Niemców byli sojusznikami aliantów, którzy kilka miesięcy wcześniej w Teheranie Polskę im sprzedali. I nic nie wskazywało, aby kiedykolwiek Brytyjczycy czy Amerykanie mieli się z własnej woli za Polakami u Stalina upomnieć. Można było tylko, jak w 1918 roku, próbować wskrzesić Polskę w szczelinie między przesuwającymi się frontami. A że się nie udało, bo Sowieci dali Niemcom czas na rozprawienie się z Warszawą? Że nie było kolejnego cudu nad Wisłą? To inna sprawa. Nie wszystko jednak chyba poszło na marne.

Może to heroizm warszawskich powstańców sprawił, że nie staliśmy się nigdy siedemnastą republiką ZSRR? Może dlatego reżim stalinowski miał u nas nieco łagodniejsze oblicze niż w innych okupowanych krajach i że Rosjanie nie rwali się tak do interwencji w Polsce, jak to robili w Czechosłowacji czy na Węgrzech? Może i dlatego u nas nie zdobyto się na ostateczną rozprawę z Kościołem, który wydał Prymasa Tysiąclecia i Jana Pawła II? I że wreszcie tutaj mogła powstać „Solidarność”. Przy okazji Powstania o tym też trzeba pamiętać.


ks. Henryk Zieliński
henryk.zielinski(at)idziemy.com.pl
Idziemy nr 31 (463), 3 sierpnia 2014 r.

 

źródło: http://www.idziemy.com.pl/komentarze/trzeba-pamietac

 
70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego
bazylika archikatedralna (piątek), 1 sierpnia, godzina 12:00

94. rocznica Cudu nad Wisłą
bazylika archikatedralna (piątek), 15 sierpnia, godzina 10:00

75. rocznica wybuchu II wojny światowej
bazylika archikatedralna (piątek), 1 września, godzina 18:00

75. rocznica napaści Związku Radzieckiego na Polskę
bazylika archikatedralna (poniedziałek), 17 września, godzina 12:00

2. rocznica ingresu do bazyliki archikatedralnej łódzkiej arcybiskupa metropolity Marka Jędraszewskiego
bazylika archikatedralna (poniedziałek), 8 września, godzina 12:00

Pielgrzymka kół różańcowych do sanktuarium Matki Bożej Łaskiej
12 października (niedziela), godzina 11:00

Obchody 100. rocznicy bitwy łódzkiej
bazylika archikatedralna (piątek), 31 października, godzina 18:00

Msza św. i Marsz Pamięci Dzieci pomordowanych w obozie koncentracyjnym przy ul. Przemysłowej w Łodzi
parafia Opatrzności Bożej w Łodzi (czwartek), 6 listopada, godzina 12:00

96. rocznica Odzyskania Niepodległości
bazylika archikatedralna (wtorek), 11 listopada, godzina 10:00

 

 Kiedy wezwać księdza z sakramentami, dla kogo namaszczenie chorych?

Podczas wizyty duszpasterskiej, każdego roku, przekonujemy się, że w wielu naszych domach są osoby, które mają trudności z uczęszczaniem na coniedzielną mszę św., a nawet sporadyczna wyprawa „do kościoła” przysparza niemałych kłopotów lub jest całkowicie niemożliwa. Propozycja księdza, aby odwiedzać chorego w domu, na przykład z okazji pierwszych piątków miesiąca, nie zawsze znajduje pozytywny odzew u domowników. Wydaje się, iż jednym z wielu powodów jest to, że sakrament namaszczenia chorych ciągle rodzi u wielu katolików nieuzasadnione lęki i obawy. Brak podstawowej wiedzy powoduje nie raz, że wierzący boją się o przedwczesną wizytę księdza z sakramentami, rozumiejąc przez to błędnie, że to z kolei wiąże się z nieuchronnym końcem życia tej osoby, do której ksiądz został wezwany. Zdarza się więc, że kapłan wzywany jest do osoby już zmarłej. Tymczasem sakrament namaszczenia chorych może przyjąć osoba żyjąca – nie udziela się go zmarłym, nie ma sakramentów dla zmarłych. Nie trzeba się więc obawiać, to nie jest „ostatni sakrament”, jak kiedyś uczono w starym katechizmie. W ciągu całego życia sakrament namaszczenia chorych można przyjąć wielokrotnie. Udziela go kapłan namaszczając chorych na czole i dłoniach, wypowiadając jednocześnie określoną formułę. Celem sakramentu namaszczenia chorych jest umocnienie w cierpieniach. Zdarza się, niejednokrotnie, że po przyjęciu tego sakramentu chory powraca nieomal cudownie do pełni sił i zdrowia. Sakrament ten udziela choremu łaski Ducha Świętego, który niesie umocnienie i pokrzepienie duchowe i fizyczne w trudnościach choroby najczęściej związanej z wiekiem. Kościół poucza nas, że przez sakrament namaszczenia chorych Chrystus gładzi człowiekowi nie tylko grzechy, ale również wszystkie należne za nie kary, dzięki czemu po śmierci przechodzi on do chwały nieba. W sytuacji, gdyby chory znajdował się w stanie agonalnym, kapłan może udzielić odpustu zupełnego na godzinę śmierci, a jego obecność wśród rodziny znajdującej się w trudnej sytuacji przy chorym, jest umocnieniem nadziei, pociechą i pomocą we wspólnej modlitwie.

Na koniec jeszcze jedno duszpasterskie spostrzeżenie. Mamy wiele małżeństw niesakramentalnych. Wiele z nich dobiega kresu swoich dni z gorzkością uświadamiając sobie, że z racji braku sakramentu małżeństwa nie mogą przystępować do komunii, ponieważ nie mogą uzyskać sakramentalnego rozgrzeszenia. Taka sytuacja może zrodzić rozpacz, że wieczność, sprawa zbawienia jest pod wielkim znakiem zapytania. Czy rzeczywiście nie ma wyjścia? Otóż w sytuacji, gdyby nawet ktoś przez długie lata żył w związku niesakramentalnym i znalazłby się w sytuacji niebezpieczeństwa śmierci (nieuleczalna choroba, niebezpieczny zabieg operacyjny itp.) należy wezwać księdza, który na taką okoliczność może ważnie rozgrzeszyć i zaopatrzyć sakramentami. Warto o tym wiedzieć i przekazać tę wiedzę, pouczyć tych, których to może dotyczyć.

Jak przygotować miejsce w domu na wizytę kapłana? Podobnie jak w czasie wizyty duszpasterskiej w czasie kolędy. Przed przyjściem kapłana należy przygotować stolik przykryty białym obrusem, na którym stawia się zapalone świece, krzyż, wodę święconą i trochę waty. Jeśli w domu nie ma wody święconej, można użyć wody zwykłej - należy o tym powiadomić na samym początku i poprosić kapłana o jej poświęcenie. Na tak przygotowanym stoliku kapłan kładzie Najświętszy Sakrament i oleje. Jeśli ksiądz ma przynieść Najświętszy Sakrament, dobrze będzie przygotować naczynie z wodą, w którym mógłby umyć palce po udzieleniu komunii św. (może być to kubek, szklanka lub filiżanka z wodą, którą później można podlać kwiaty). Jeśli chory chce przystąpić do spowiedzi, członkowie rodziny powinni wyjść z pokoju, ale po jej zakończeniu dobrze by było, aby wrócili i włączyli się w modlitwę – Bóg w osobie kapłana i w Najświętszym Sakramencie nawiedza nasz dom, więc będzie to znakiem naszej wiary i miłości, jeśli będziemy obecni w tak niezwyczajnej chwili.

ks. Lam-And



Parafie w Dekanacie Bełchatowskim

Parafia pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny | ul. Kościuszki 2 ; 97 - 400 Bełchatów | nr telefonu: 44 633 03 03 | www.fara-belchatow.pl
Parafia Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika | ul. Czyżewskiego 3 ; 97 - 400 Bełchatów | nr telefonu: 44 635 27 67
Parafia pw. NMP Matki Kościoła i Św. Barbary w Bełchatowie | Aleja Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego 44 ; 97 - 400 Bełchatów | nr telefonu: 44 632 33 11 ; klasztor: 44 632 65 70 | sercaniebelchatow.pl
Rzymskokatolicka parafia pw. NMP Nieustającej Pomocy | ul. Bł. ks. Jerzego Popiełuszki 9 ; 97 - 400 Bełchatów | nr telefonu: 44 633 22 11 | www.nieustajacapomoc.belchatow.pl
Parafia Zesłania Ducha Świętego | al. ks. kard. S. Wyszyńskiego 10 ; 97 - 400 Bełchatów | nr telefonu: 44 632 57 80
Rzymskokatolicka parafia pw. Wszystkich Świętych | ul. Rynek Grocholski 8 ; 97 - 400 Bełchatów - Grocholice | nr telefonu: 44 633 33 61
Parafia Narodzenia Najświętszej Maryi Panny | 97-413 Łękawa

Parafia Miłosierdzia Bożego w Bełchatowie
ul. Św. Faustyny Kowalskiej 8
97 - 400 Bełchatów

44 633 62 25

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

mapka dojazdu

Bank Spółdzielczy Bełchatów
ul. Piłsudskiego 14
97 - 400 Bełchatów
81 8965 0008 2001 0000 0736 0001